26 listopada 2012

[TAG] Liebster Award

Jej, zostałam nominowana do Liebster Award przez Kei-chan! Bardzo dziękuję. <'3

Zasady tagu:

"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

W moim przypadku pojawia się problem: wszystkie blogi, które czytam zostały już nominowane! Dosłownie wszystkie! Dlatego mam nadzieję, że nikt się nie pogniewa jeśli jedynie odpowiem na pytania i nikogo nie będę nominować.

Odpowiedzi na pytania:

1. Jeśli nie k-pop to jaki rodzaj muzyki?
Rock, rock progresywny, indie rock... W sumie słucham wszystkiego.
2. Jaki kraj chciałabyś/chciałbyś odwiedzić w przyszłości?

Indie, Koreę Południową, Singapur. W sumie Chiny i Tajlandię też chciałabym zobaczyć. Mogę jechać wszędzie, gdzie nie jest cały rok gorąco. Nie przepadam za słońcem i wysokimi temperaturami.
3. Potrawa, jaką zawsze chciałeś/chciałaś zjeść.

Jakkolwiek to nie zabrzmi to sushi. Tak naprawdę nigdy nie miałam okazji spróbować.
4. Ulubiony smak lodów.

Miętowe z czekoladą lub malinowe.
5. Twoja piosenka na poprawę humoru.

CN Blue - Mr. KIA, Coldplay - Charlie Brown lub 30STM - Closer To The Edge
6. Twoje ulubione zdjęcie. Opisz je, z kim na nim jesteś i w jakich okolicznościach zostało zrobione.

Ogółem nie mam zbyt wielu zdjęć, a jeśli już jakieś są to tylko z czasów dzieciństwa lub z ważnych uroczystości szkolnych i rodzinnych. Mimo to szczególnie lubię fotografię zrobioną, kiedy miałam pięć latek. Jestem na niej sama, ubrana w pomarańczową sukieneczkę i szeroko uśmiechnięta. Stoję w ogrodzie mojej babci, pośród kwiatów. Do dziś uważam to zdjęcie za naprawdę słodkie.
7. Jeśli buty to jakie?

Byle wygodne. Nie lubię butów na obcasach, zdecydowanie wolę klasyczne tenisówki lub adidasy.
8. Kolor Twojego pokoju?

Kremowy, ale czeka już przygotowany na malowanie. Tylko jeszcze nie wybrałam koloru.
9. Ulubione słowo w obcym języku.

Molla. Po koreańsku "nie wiem". Przez Hyunę i jej Ice Cream cały czas to podśpiewuję.
10. Najważniejsza wartość w Twoim życiu?

Trudne pytanie... Chyba najważniejsze są dla mnie dobre relację z bliskimi. Na drugim miejscu stawiam własne marzenia i samozadowolenie.
11. Od czego zaczęła się Twoja przygoda z pisaniem?

Wydaję mi się, że tak naprawdę to jeszcze na dobre się nie zaczęła. Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie.



Ze spraw czysto organizacyjnych to chciałam was jedynie poinformować, że mam kryzys twórczy. Pisanie Making... mi nie idzie, tak samo z one-shotami. Nie wiem więc, kiedy coś wstawię. Proszę czekajcie cierpliwie.

11 listopada 2012

[Making of a Star] Prolog

Ta-Dam! Prolog do obiecanego jakiś czas temu opowiadania! Początkowo miało być faktycznie tak jak mówiłam - bez żadnych pairingów, ale ostatecznie jakieś się pojawią. Proszę, spodziewajcie się 2min gdzieś w tle. A póki co, biorę się za pisanie one-shota.






Kiedy tam szłam nie byłam poważna. Tak naprawdę robiłam to chyba jedynie dla żartu. Paryż okazał się być znacznie nudniejszym miastem niż się spodziewałam. Jak moja siostra mogła wybrać to miejsce zamiast życia razem z rodziną? Czasami jej chęć bycia samodzielną mnie irytowała. Ale jednak zbyt ciężko było mi się jej dziwić. Gdybym mogła też zostawiałabym wszystko, aby spełniać swoje marzenia. Choć mówienie o tym wydawało się łatwiejsze, niż zrobienie czegoś takiego.
Kolorowych banerów wokół było pełno, ciężko było skupić na którymś konkretnym uwagę. Ale moją przyciągnął jeden z nich. Wielki napis "Making of a Star" znajdował się w punkcie centralnym. Pod nim widniała dzisiejsza data oraz nazwa pobliskiego teatru, a w samym rogu jakieś dziwne logo z napisem wyglądającym mniej-więcej jak "YG Entertainment". Zmarszczyłam brwi. O co chodziło?
Nigdy nie potrzebowałam jakoś specjalnie dużo czasu, aby się namyśleć, zazwyczaj działałam pod wpływem impulsu. Tego dnia również. Zawróciłam i skierowałam się do teatru. Kiedy przekroczyłam próg drzwi wejściowych, natychmiast spanikowałam. Dużo ludzi. Zdecydowanie zbyt dużo ludzi. Niektórzy z nich siedzieli na ławkach przygotowanych dla gości, a na bluzkach przyczepione mieli duże kartki z numerami. Inni biegali jak szaleni z jakimiś formularzami w dłoniach. W całym tym harmiderze ledwo dostrzegłam starszą kobietę siedzącą za biurkiem. Rozmawiała z jakąś młodą dziewczyną, sprawdzając najpewniej należący do niej formularz. Miała naprawdę przyjemne rysy i ciemne włosy spięte w luźny kok. Od razu mogłam stwierdzić, że była Azjatką. Co zabawniejsze, większość ludzi tutaj najwyraźniej nimi była. Przygryzłam wargę. To był chyba pierwszy raz, kiedy nie czułam się inna.
Przebijając się przez tłum podeszłam do kobiety i przywitałam się z nią moim niezbyt dobrym angielskim. Odpowiedziała mi jeszcze zanim uniosła głowę znad sterty papierów.
- Jakiej jesteś narodowości? - zapytała, kiedy już jej małe i czarne jak dwa węgielki oczy spoczęły na mnie. Pytanie zbiło mnie z tropu.
- Pochodzę z Polski. Mój tata jest Polakiem, ale moja mama pochodzi z Korei. Przynajmniej tam się wychowywała - odpowiedziałam cicho, starając się opanować drżenie głosu. Po raz pierwszy byłam czymś tak zestresowana.
- Jakiej Korei?
- Południowej - mruknęłam pod nosem, przypominając sobie, że akurat to słowo na lekcji angielskiego zawsze wypowiadałam źle. Miałam nadzieję, że chociaż się domyśli co chciałam jej przekazać.
- Rozumiem. Proszę to twój formularz. Wypełnij go i wróć po numerek - odpowiedziała po chwili ciszy kobieta. Na jej ustach nagle pojawił się uśmiech. Naprawdę moja narodowość tak wiele zmieniała? Wiedziałam, że nigdy nie wyglądałam jak prawdziwa Koreanka, ale miałam wciąż widoczne azjatyckie rysy. Niestety bo przez moje lekko skośne oczy wszyscy wręcz uwielbiali się ze mnie naśmiewać.
Kiwnęłam lekko głową, nie do końca pewna czy dobrze robię. Dopiero, kiedy usiadłam na jednym z wolnych miejsc na ławeczce i zaznajomiłam się z tekstem zapisanym płynnym angielskim na arkuszu, który przed chwilą dostałam, zrozumiałam o co chodzi. To nie było byle jakie wydarzenie, a wielki casting organizowany przez jedną z koreańskich wytwórni. Szukali przyszłych gwiazd, a jedynym warunkiem była koreańska narodowość. Nie sądziłam, abym się tutaj nadawała. Oczekiwali pewnie jakiś wielkich talentów, a ja nim nie byłam. Ale nic nie stało na przeszkodzie, aby spróbować.
Szybko wypełniłam formularz, odebrałam swój numerek, a już po dziesięciu minutach usłyszałam, że nadeszła moja kolei. Razem ze mną na scenę weszło dziewięć innych osób. Chyba byłam jedyną której nie trzęsły się nogi ze strachu. Kazali nam zaśpiewać piosenkę, której tekst wcześniej nam wręczyli. Najpierw razem, a potem każdy osobno. Po popisie wokalnym wypytywali się o inne talenty. Jeśli ktoś je posiadał miał trzy minuty, aby się zaprezentować. Inni w ciszy czekali na moment w którym ktoś z tych pseudo-jurorów zabierze głos.
- Nie jesteśmy pewni czy to tego właśnie szukaliśmy - oznajmił w końcu na oko czterdziestoletni mężczyzna. Kobieta siedząca obok niego nawet na nas nie spojrzała, a trzeci z jurorów tylko mruknął coś pod nosem, wyraźnie oburzony. Wszyscy którzy stali teraz na scenie byli w przegranej grupie.
Wróciłam do domu w którym mieszkała moja siostra wraz ze swoim nowym chłopakiem. Nawet słowem nie wspomniałam o castingu. Nie było sensu o tym mówić, nijak to wpłynęło na moje życie. Po prostu zapomniałam.

Nie spodziewałam się, że niepozornie wyglądający list, który rok później wpadł do mojej skrzynki, może całkowicie zmienić moje życie.